Notes Cyrusa
  • Dziennik
  • Szczeniaki|Pups|Welpen
    • Szczeniaki - Miot R
    • Puppies - Litter R
    • Welpen - Wurf R
  • Dossier
  • Linki
  • Kontakt

Hominidy gończe

9/2/2013

 
Ktoś mógłby pomyśleć, że to zawsze my ścigamy kogoś, a nigdy sami nie wchodzimy w rolę ściganych. Tym razem jednak zdarzyło się inaczej. Zaczęło się od tego, że wysiedliśmy z samochodu na zatłoczonym parkingu, skąd pomaszerowaliśmy do wejścia przylegającego do niego budynku. Przed drzwiami, które co chwilę same się rozsuwały, Oni zatrzymali się wyraźnie niezdecydowani. Tymczasem w każdym momencie mijali nas ludzie, szybko wychodzący i wchodzący, patrzący w większości gdzieś przed siebie, a na nas i na Nich nie zwracający najmniejszej uwagi. Ona weszła na chwilę do środka, być może obwąchać teren, chociaż mnie nic nie podpowiadało, że w środku czai się jakaś groźba.

W końcu weszliśmy do środka, a raczej wpadliśmy do niego.
Maszerowaliśmy rześko przed siebie przez długi hall, nadal mijając po drodze zabieganych ludzi i ani jednego psa! Kiedy mieliśmy już ominąć budkę, która stała nam w poprzek drogi, On skręcił dość gwałtownie i obeszliśmy ją z drugiej, niż na to wyglądało początkowo, strony.

Tymczasem z temtej strony budki ruszył
do nas jakiś człowiek, coś nawet chyba do Niego mówiąc. On jednak tylko przyspieszył kroku, no a ja i Urania rzecz jasna mu go dotrzymaliśmy. Tamten chyba jeszcze coś mówił, ale został w tyle, jak zresztą i Ona, bo teraz właściwie szliśmy już kłusem. Na końcu korytarza były schody, a kiedy ich dopadliśmy, padło Na górę! i już się wspinaliśmy. U szczytu korytarz rozchodził się w dwie przeciwne strony, więc On wyraźnie się zawahał. Ale chyba nie było czasu, bo drugimi schodami z naprzeciwka zbliżał się inny pan trochę podobny do tego, który nas gonił. On wybrał jedną z odnóg korytarza w samą porę, bo ten drugi był już tylko parę kroków od nas. Wzdłuż korytarza ciągnął się szereg drzwi - On otworzył jedne z nich, szybko nas wprowadził do środka i zamknął je za sobą. Gończy ludzie nas nie doścignęli, a chyba nie śmieli przekroczyć tego ostatniego progu. Na korytarzu pozostała jednak Ona, ale zanim Urania albo ja (albo On!) zdążyliśmy się zmartwić, drzwi ponownie się otwarły i Ona do nas dołączyła.

W pokoju, w którym się znajdowaliśmy, za biurkiem siedziała jakaś pani. Wyczuwałem jej wzmożoną czujność, ale ludzie rozmawiając są chyba sobie w stanie wiele wyjaśnić, bo On coś do niej powiedział i po chwili napięcie opadło. Od tego momentu nikt już nas nie ścigał i opuściliśmy budynek nienagabywani, chociaż jakimś mniej uczęszczanym wyjściem.
On obojga z Nich biło zadowolenie, ja obsikałem sobie drzewo rosnące na stromej skarpie, a Uranka zrobiła numero duo na trawniczku nieopodal. Stres pościgu pozostał daleko za nami.
Picture
Gończe hominidy są mało atrakcyjne, pokazujemy więc gończe szwajcarskie (Banditto i Cleopatra Lady Bardotte)


Z Cyra jest pies na miasto

2/2/2013

 
Picture

Polska listopadowa szarzyzna albo "Na kolei"

18/11/2012

 

Jeszcze jedno wspomnienie z ubiegłego lata [komunikat administratora]

16/11/2012

 
Do Bratysławy jeździliśmy ubiegłego i jeszcze poprzedniego lata. Psy mogły zażyć nieco innego otoczenia, niż ich codzienne wiejskie. Duże miasto chyba je w równym stopniu ekscytowało, co męczyło, chociaż dla nas było warte wycieczki. A oczywiście podstawowym jej celem była podwójna letnia wystawa psów. Dyplom championa Słowacji, który zapewnił sobie Cyr, pokazujemy tu przede wszystkim ze względu na zastosowaną w nim ciekawą grafikę, pomimo jej myśliwskiej tematyki. Trudno jednak ignorować fakt, że wiele ras psów do takich właśnie zajęć stworzono...
Picture

Pakuję się

20/7/2012

 
Wiemy, kiedy Oni szykują się do wyjazdu. Nigdy natomiast do ostatniej chwili nie jest wiadomo, czy Urania i ja też zostaniemy wzięci w podróż. Ich torba stoi w garderobie i powoli wypełnia się przedmiotami. Fakt, jest też często jakaś inna torba, w której ląduje karma, miski, szczotka, dodatkowe smycze, coś tam jeszcze… Co z tego? Nasz niepokój narasta, oczywiście najbardziej wtedy, kiedy widać, że Oni na pewno gdzieś niedługo wyruszą OBOJE.

Kiedy parę dni temu ten scenariusz się powtórzył, położyłem się przy pakowanej przez Nich torbie i najprawdopodobniej nie zauważony wrzuciłem do niej naszą gumową, mocno już zdezelowaną zabawkę-gruszkę. Na pewno niezauważony, bo kiedy potem znaleźli ją w bagażu po długiej podróży autem, wyciągając  swoje rzeczy z torby, śmiali się, ale byli bardzo zadowoleni i od razu zaczęliśmy się bawić.

Kultura fizyczna

6/9/2011

 
W zeszłym tygodniu pojechaliśmy do miasta – tylko On i ja. Po wyjściu z samochodu weszliśmy na teren z dużą ilością trawy i drzew, z tylko tu i ówdzie kręcącymi się ludźmi. Wszędzie jednak było pełno zapachów zwierząt. On trochę kręcił się niezdecydowanie, jakby nie był pewien, dokąd ma zmierzać, ale nareszcie coś zobaczył i ruszyliśmy w tamtym kierunku. Okazało się, że na wydzielonym placyku są tam dwie panie z psami, rozstawiające różne przedmioty na trawie. Ludzie zamienili kilka słów, po czym On przywiązał mnie do metalowej barierki, a sam dołączył pomagać przy rozstawianiu tych klunkrów: były tam rury pozaginane w różnych kierunkach, przeszkody do przeskakiwania, a także kładka umieszczona na sporej nawet jak na mnie wysokości, i jeszcze kilka innych.

Kiedy już uporali się z większością, pani, która widocznie tu była najważniejsza, zaczęła Mu pokazywać, co mamy robić. Większość rzeczy szybko sobie przypomniałem, bo skoki przez przeszkody i szpurty przez tunel należą do moich ulubionych rozrywek. Kiedyś mieliśmy taki mały tunelik u siebie na podwórzu, ale często wpadaliśmy do niego równolegle z Uranką, klinując się i nadwyrężając go stopniowo, aż do dokumentnego podarcia. Tutejsze były jednak szersze i solidniejsze, a przelecenie przez nie odbywało się bez najmniejszego problemu. Ku większej jeszcze mojej uciesze, On po każdym zabawowym cyklu siłował się z mną przez parę chwil liną przyniesioną z domu.

Potem jednak pani przyszła znowu i zaczęliśmy coś zupełnie innego, co wyraźnie jej sprawiało przyjemność, bo demonstrowała przy tym niezłomny upór. Chodził o to, abym stawał na pochyło o ziemię opartej kładce tylko tylnymi łapami, przednie mając przy tym już na trawie, a do tego wytrzymywał w tej pozycji parę chwil, aż do Jego komendy Już. Z tym szło nam znacznie gorzej, chociaż ta pani bardzo się starała być miła – kucała koło mnie bokiem, nie spoglądała mi w oczy, klepała mnie po boczku i nad wyraz słodko do mnie szczebiotała. W końcu z Jego pomocą, z zagrodzoną z drugiej strony jakąś barierką drogą ucieczki, nęcony smakołykami, zrobiłem dla nich to, czego ode mnie oczekiwali.
Picture
W międzyczasie naschodziło się więcej osób z psami, jak mi się wydaje samymi suczkami, co bardzo mi towarzysko odpowiadało. Część ćwiczyła zapamiętale, a reszta tylko się przyglądała. Wreszcie na front wystąpiła inna pani, której towarzyszyły dwie potargane biało-czarne suki, bardzo zwinnie się poruszające. Jedna z tych suk wszystkich zaczepiała i musiała sprawdzić, co mnie był ona rękę, bo też ją obwąchałem i trochę jej poimponowałem, zanim zareagowałem na Jego odwołanie. Widać było, że to one są prawdziwymi szefowym tego miejsca. Ludzie z psami otoczyli ludzką szefową, a ona coś z namaszczeniem pokazywała i objaśniała przy kładce. Widać było, że niektóre psy mają problem ze skupieniem się na wykładzie. Mnie najbardziej rozpraszała stojąca blisko jasna krasnalka, poruszająca się jakby składała się z samych sprężyn - cały czas wierciła się i skomlała, co spotykało się z nieskutecznymi uspokajającymi wysiłkami podejmowanymi przez jej panią.

Picture
Po wykładzie już dużo nie ćwiczyliśmy, a ja wykorzystałem okazję do zapoznania się z inną suczką, dużą i zrobioną na afro. Widać było, że zdałem jej się zdecydowanie męski. Ten dzień mogę zaliczyć do udanych…

Kiedy już ruszyliśmy ścieżką z powrotem do naszego samochodu, na placyku wszczął się mały rwetes – to mała suczka sprężynka zobaczyła coś interesującego na horyzoncie, a ponieważ nie była na smyczy, sama była już po chwili tylko niewielkim jasnym, ale bardzo ruchliwym punktem w oddali. A w domu Uranka była dla mnie milsza niż zwykle i nie zrzucała z siebie zbyt zaciekle, kiedy wspierałem się o nią łapami, albo pozwalała delikatnie sobie iskać zębami białą sierść na piersi. Potem biegała do legowiska w sypialni na przemian z chodnikiem w gabinecie i w każdym z tych miejsc chwilę zaciekle kopała, jakby chciała tam zbudować sobie gniazdko. Ot, moja suczka.

Z podróży

25/5/2011

 
Niezmiernie rzadko gdzieś dalej i na dłużej wyjeżdżamy, ale nadarzyła się okazja, aby przy okazji wystawy psów poznać odrobinę Salzburg. Pojechaliśmy tam przed weekendem samochodem, przy czym podróż zabrała nam właściwie cały dzień. Urania uwielbia wszelkie nory, więc w samochodzie czuje się dobrze, a już wyśmienicie, kiedy jedziemy razem. Leżymy wtedy najczęściej w kołysce na tylnym siedzeniu i drzemiemy sobie z krótkimi przerwami na rozprostowanie gnatków oraz obwąchanie i obsikanie przydrożnych parkingów. Kiedy znudzi mi się już ostatecznie drzemanie, wtedy siadam i popatruję do przodu między Nimi, albo oglądam to, co mijamy, przez boczną szybę.
Po przyjeździe hotelowy pokój w Salzburgu okazał się całkiem miły, chociaż prowadził do niego wąski korytarz z mnóstwem podejrzanych drzwi, zza których dochodziły obce dźwięki i zapachy. Z niezmiennym entuzjazmem zjedliśmy kolację z puszki, a oni popili hotelowe kanapki herbatą, a potem poszliśmy spać.
W sobotę rano po śniadaniu dzień zapowiadał się bardzo ciepły i pogodny, więc Oni wzięli każde z nas na smycz i podążyliśmy „do miasta”. Miasto oznacza dla mnie mnóstwo nowych woni i konieczność zbadania każdego załomu muru, a wkrótce okazało się, że tutaj także spotkania wielu nieznajomych psów. Ostatnio chodzę w szelkach i wolno mi prawie do każdego takiego psa podejść na luźnej smyczy i spróbować powitania. Oczywiście właściciele, a co za tym idzie ich psy, reagują rozmaicie. Niektórzy nieśmiało się uśmiechają i pozwalają swojemu zwierzakowi chwilę ze mną postać. Potem On mówi „dosyć, idziemy” i najczęściej ruszam dalej. Za to ludzie spacerujący z małymi psami najczęściej wieszają tych nieszczęśników na smyczy i w panice wlepiają się w mur najbliższego budynku.  Spotkałem też jednego psa, do którego nawet nie skręciłem, a i bez tego byłem pewien, że na pewno nie zechce ze mną zawierać przyjaznej znajomości. Przez cały czas i pomimo wielu spotkanych psów nie mieliśmy jednak ani jednego zajścia, które by Go zaniepokoiło.
Oni w tym czasie zdawali się być zadowoleni z tego, że mogą chodzić po zatłoczonej ulicy między jakimiś wiekowymi budynkami, albo promenować nad rzeką, gdzie mijający nas ludzie często uśmiechali się do mnie i Uranii, a nawet zagadywali Ich o nas. Co jakiś czas robiliśmy sobie przerwy, siadali gdzieś przy stoliku, a po chwili nasi Ludzie coś tam sobie popijali i pojadali, co wydawało się im również poprawiać nastrój. W jednym z takich miejsc miał miejsce nieprzyjemny incydent z Uranią.
Siedzieliśmy sobie w ogródku, a ponieważ było jeszcze wcześnie i niewielu klientów, a miejsce położone na uboczu, Urania chodziła sobie wolno między stolikami badając otoczenie. Jednak w pewnym momencie Ona gdzieś poszła. To po jakimś czasie wzbudziło niepokój Uranii, która oddaliła się w kierunku jakichś drzwi, nie reagując na przywoływanie. On, chyba trochę zaniepokojony, wziął moją smycz i poszliśmy szukać małej fujary. Zanim jednak doszliśmy do tamtych drzwi, wybiegła z nich spłoszona Uranka z uszami położonymi po sobie, a za nią pewien zagniewany Pan pouczający Go, jak się zdaje,  że to bardzo niebezpieczne, aby pies biegał luzem po kuchni. Akurat wtedy Ona nadeszła z innego kierunku i zaczęły się rozważania, czy Ura szukała swojej Pani, czy zwabiły ją smakowite kuchenne zapachy.
Później chodziliśmy jeszcze długo po starym mieście, spotkaliśmy wielu sympatycznych nieznajomych – psy i ludzi, przysiedliśmy jeszcze nieraz na małe co nieco, ale upał nieuchronnie wzmagał się coraz bardziej. Ja i Urania jesteśmy typowymi wiejskimi psami, więc kiedy jest gorąco i nie ma nic do roboty, to po prostu drzemiemy w cieniu. A do tego dzisiejsze tyle godzin chodzenia na smyczy to dla nas rzecz zupełnie wyjątkowa i chociaż ja ciągle czułem się świetnie i rześko, pobudzony rozmaitymi nowymi odkryciami zapachowymi i całym tym miastem do obsikania, to Urka już zaczynała mieć dosyć nowych miejsc i dochodzącego zewsząd zgiełku.
Wtedy właśnie dotarliśmy do jakiegoś parku, a kiedy tylko weszliśmy w cień i na trawę, ja od razu spojrzałem na Niego, aby zobaczyć gdzie ukrywa frisbee. Jednak tymczasem stanęliśmy przed jakąś tablicą z kilkoma rysunkami psów: na smyczy, w kagańcu, i z szufelką zbierającą coś spod psa. Był jeszcze rysunek dziecka i psa obok przekreślony na krzyż. Dokładnie nie wiem, co z tego wynikało, ale zostaliśmy na smyczach, a on nie wyjął frisbee. Zamiast tego siedliśmy pod drzewem nad jakimś małym stawkiem, przy czym nas przywiązali do metalowego słupka z kubłem na śmieci – Oni widocznie tak najlepiej wypoczywają.
Po drugiej stronie stawku jakaś dziewczynka weszła do wody i brodziła w niej z małym beagle. Oni patrzyli na to przez chwilę, po czym chyba jednak podjęli jakąś decyzję: zdjęli buty, podwinęli spodnie i z nami ciągle na smyczach z wielką ostrożnością zeszli do stawku. Nigdy jeszcze nie pływaliśmy po aport na smyczy, więc zaplątaliśmy się z Uranią bardzo szybko. Wobec tego Oni wprawdzie puścili smycze, ale i tak połów aportu był bardzo utrudniony. Po dziesięciu minutach tej miejskiej zabawy wyszliśmy na brzeg wszyscy czworo dość dokładnie zmoczeni, ale ja i Urania przynajmniej niezmiernie zadowoleni i wreszcie trochę ochłodzeni, co jak zwykle objawiło się radosnymi bieganiem w kółko i tarzaniem się w poszyciu. Miejskie psy i ich ludzie muszą się sporo napracować, aby wreszcie odpocząć na zakończenie dnia.
Picture
    Quercus Niger
    Hodowla psów rasowych entlebucher

    Miot A  |  Litter A  |  Wurf A
    Miot B  |  Litter B  |  Wurf B
    Miot R  |  Litter R  |  Wurf R


    Autor

    Nazywam się Cyrus i jestem zantropomorfizowanym psem rasy entlebucher, co zresztą pchnęło mnie do prowadzenia dziennika. Jednak najwięcej ciągle we mnie jest z psa.
    Mieszkam z młodszą koleżanką, która ma na imię Urania, oraz dwójką Ludzi.

    Archiwa

    Listopad 2017
    Październik 2017
    Wrzesień 2017
    Lipiec 2017
    Kwiecień 2017
    Marzec 2017
    Luty 2017
    Styczeń 2017
    Grudzień 2016
    Listopad 2016
    Wrzesień 2016
    Sierpień 2016
    Lipiec 2016
    Czerwiec 2016
    Maj 2016
    Kwiecień 2016
    Marzec 2016
    Luty 2016
    Styczeń 2016
    Grudzień 2015
    Listopad 2015
    Wrzesień 2015
    Sierpień 2015
    Maj 2015
    Kwiecień 2015
    Marzec 2015
    Luty 2015
    Styczeń 2015
    Grudzień 2014
    Listopad 2014
    Październik 2014
    Wrzesień 2014
    Sierpień 2014
    Lipiec 2014
    Czerwiec 2014
    Maj 2014
    Kwiecień 2014
    Marzec 2014
    Luty 2014
    Styczeń 2014
    Grudzień 2013
    Listopad 2013
    Październik 2013
    Wrzesień 2013
    Sierpień 2013
    Lipiec 2013
    Czerwiec 2013
    Maj 2013
    Kwiecień 2013
    Marzec 2013
    Luty 2013
    Styczeń 2013
    Grudzień 2012
    Listopad 2012
    Październik 2012
    Wrzesień 2012
    Sierpień 2012
    Lipiec 2012
    Czerwiec 2012
    Maj 2012
    Kwiecień 2012
    Marzec 2012
    Luty 2012
    Styczeń 2012
    Grudzień 2011
    Listopad 2011
    Październik 2011
    Wrzesień 2011
    Sierpień 2011
    Lipiec 2011
    Czerwiec 2011
    Maj 2011

    Kategorie

    Wszystkie
    Budowa
    Champion
    Ciąża
    Ciąża
    Cieczka
    Człowiek
    Człowiek
    Dieta
    Dom
    Dzień
    Gwiazdka
    Instynkt
    Jedzenie
    Jesień
    Jesień
    Kojec
    Kość
    Kot
    Kropelki
    Krycie
    Lato
    Miasto
    Mysz
    Noc
    Ogród
    Ogród
    Park
    Pies
    Pływanie
    Pływanie
    Podróż
    Podróż
    Poranek
    Ptaki
    Rodzina
    Ruch
    Rujka
    Szczeniaki
    Trawa
    Upał
    Urodziny
    Weterynarz
    Wielkanoc
    Wieś
    Wieś
    Wiosna
    Woda
    Wystawa
    Wzorzec
    Zabawa
    Zabawka
    Zima
    Zwyczaj

    Kanał RSS

(by Entlebucher Cyrus)